XXIX NIEDZIELA ZWYKŁA ROK A - 22.10.2017

ODDAM BOGU TO, CO UKRADŁEM I NAZYWAM SWOIM...
Mt 22, 15-21
Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?» Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!» Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli: «Cezara». Wówczas rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga».

Dialog a właściwie spór Jezusa z faryzeuszami i przywódcami narodu izraelskiego zaczyna rozpalać do czerwoności głowy adwersarzy Mistrza z Nazaretu. Przypowieści czytane w Liturgii Kościoła z ostatnich kilku niedziel wyraźnie i dotkliwie przemawiają do faryzeuszów. Do nas również to słowo dociera i wzywa do nawrócenia. Faryzeusze rozumieją, że przewodzą narodowi jako ślepcy mający swoje wizje i oczekiwania co do Boga. Rozmijają się z Nim, bo Go nie słuchają a nawet nie słyszą. Nie tylko odrzucają posyłanych proroków, ale gardząc nimi zabijają, włączając Syna Gospodarza winnicy. Nie mają zamiaru ani przyjąć słowa prawdy, ani się nim przejąć, by choć je rozważyć. Tym bardziej nie przyjdzie im nawet myśl o nawróceniu, tak jak to miało miejsce w życiu Dawida, który pod wpływem słów proroka Natana wrócił do Boga. Dlatego odchodzą na stronę i debatują, ale nie o tym co usłyszeli od Jezusa, lecz o tym jak Go zniszczyć jako Nauczyciela, Mistrza i Proroka. Rozprawiają o tym jak Go zdyskredytować i ośmieszyć w oczach ludu. Użyte w tym miejscu słowo greckie znaczy nie tylko podchwycić w mowie, ale też usidlić, zastawić pułapkę. Pytanie z którym się do Niego zwracają nie ma nic wspólnego z tematem wcześniej prowadzonej dyskusji. Wchodzą na grunt polityki. Chcą zadać dotkliwy cios Nauczycielowi. A ponieważ Jezus nie da się złapać w pułapkę, za kilka dni najzwyczajniej Go zabiją. Jak zwykle nie są na tyle odważni aby stanąć przed Jezusem, dlatego wysługują się swoimi uczniami i zwolennikami Heroda. Wszystko w białych rękawiczkach. Na co dzień różni przedstawiciele przywódców narodu izraelskiego nie żyją w dobrych stosunkach. Wobec wspólnego wroga jednoczą jednak swoje siły, aby go zniszczyć. Zobaczmy jak potworna jest w nich obłuda, hipokryzja i obślizgłość. Nazywają Jezusa Nauczycielem, choć żywią do Niego uczucie nienawiści i pogardy, myśląc o Nim jak o jakimś proroczynie z Nazaretu. Bo  „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?”. Posługują się pochlebstwem używając określeń, które mają uśpić czujność rozmówcy. „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką”. I wreszcie pada pytanie na które tak naprawdę nie ma dobrej odpowiedzi. Gdyby Jezus przyznał, że należy płacić podatek Cezarowi okaże się zdrajcą Narodu a jeśli powie, że nie, wówczas można Go uznać za buntownika wobec Rzymu. Dodajmy, że faryzeusze tak jak zwykle zresztą, sami sobie strzelają w kolano. Prawo bowiem zakazuje czynić podobizn ludzi, rzeczy czy Boga. Podatek pogłównego płacono raz w roku w wysokości denara, na którym była wybita podobizna Cezara oraz napis Tyberiusz Cezar, syn boskiego Augusta, najwyższy kapłan. Na co dzień Żydzi posługiwali się monetą bez jakichkolwiek podobizn. Tak więc cel uświęca środki. Przekraczamy prawo Boże, aby Boga usidlić. Dotykamy świadomie nieczystego, bo potem wystarczy umyć ręce po powrocie do domu. Chrystus Pan kolejny już raz staje ponad przebiegłością rozmówców i przenosi akcent na zupełnie inne tory. W odpowiedzi na tak postawione pytanie wraca do Boga i służby Jemu, jako jedynemu Panu i Królowi. Owszem, żyjemy w tym państwie i należy przestrzegać norm i przepisów w nim istniejących. Chyba, że stoją one w totalnej sprzeczności do Bożych prawd i przykazań przez nas wyznawanych. To właśnie dlatego na przestrzeni historii Kościoła tak wielu wyznawców Chrystusa musiało ponieść śmierć męczeńska. Jest to jednak temat na inne rozważanie. A zatem odpowiedź Jezusa zaskakuje i stawia faryzeuszów w kłopotliwej sytuacji. Chrystus bowiem innymi słowy wzywa ich ponownie, aby dostrzegli, że jest jeszcze Bóg nad nimi, aby do Niego wrócili sercem, aby na nowo zaczęli  Go słuchać, aby przestali kombinować i wykorzystywać Boga dla swoich celów. Oddajcie Bogu to co należy do Boga. Czy nasze chrześcijaństwo, nasz katolicyzm nie jest czasami takim płaceniem podatku, oddawaniem Jezusowi w Kościele tego co do niego należy, czyli wypełnianiem tzw. obowiązków religijnych wg ustalonych praw i przepisów? Tymczasem, Pan Bóg pragnie pobudzić nas do pójścia dalej i w głąb. Przecież wszystko do Niego należy. W Psalmie 24 czytamy: „Do Pana należy ziemia i to, co ją napełnia, świat i jego mieszkańcy. Albowiem On go na morzach osadził i utwierdził ponad rzekami”. Oddać więc Bogu to co do Niego należy znaczy zwrócić wszystko to co zagrabiliśmy i myślimy, że jesteśmy tego właścicielami. Nasze życie, nasze pragnienia, dążenia, relacje, dobra duchowe i materialne, dom, rodzina, praca, wypoczynek, ból, cierpienie, radość i wytchnienie, teraźniejszość, przyszłość i ostateczność, życie i śmierć i wszystko to czego nie da się tutaj wyliczyć... Przyjmij to Panie i przejmij ster łodzi mego człowieczeństwa, chrześcijaństwa, rodziny, parafii i całego Kościoła. 

Homilia z dzisiejszej niedzieli do posłuchania poniżej. Zapraszam serdecznie, ks. cezary



PIĄTEK - 20.10.2017

NIE LĘKAJMY SIĘ ŻYĆ EWANGELIĄ
Łk 12, 1-7
Kiedy ogromne tłumy zebrały się koło Jezusa, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: «Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a co w izbie szeptaliście do ucha, głoszone będzie na dachach. A mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli».

Homilia z dnia dzisiejszego do posłuchania poniżej. Zapraszam, ks. cezary




ŚRODA - 18.10.2017

ABY WILKI STAWAŁY SIĘ OWCAMI....
Łk 10,1-9
Jezus wyznaczył jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże»”.


Pan Jezus posyła na misję głoszenia słowa trzydzieści sześć ekip ewangelizacyjnych, z których każda składa się z dwóch uczniów, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jak sprawa? W tym wypadku chodzi oczywiście o przygotowanie człowieka na przyjęcie Jezusa, który sam pragnie do niego przybyć z darem miłości, przebaczenia, uzdrowienia i zbawienia. Czytamy bowiem, że wysłał ich tam, gdzie sam zamierzał przyjść. Mają więc przede wszystkim głosić, że w osobie ich Mistrza przybliżyło się królestwo Boże do każdego człowieka. Mają głosić to, co sami przeżyli, co stało się ich udziałem w spotkaniu ze Zbawicielem i w co, a raczej w Kogo, uwierzyli. Mają dać świadectwo swojego nawrócenia. Nie mają czytać napotkanym ludziom traktatów teologicznych czy filozoficznych o Jezusie, ale zaświadczyć o tym, co Pan uczynił w ich życiu, jak to ich życie się zmieniło i kim dla nich jest Jezus Chrystus. W zetknięciu z rzeczywistością ziejącą obojętnością i zamknięciem serca na rzucane ziarno Ewangelii można ulec pokusie wycofania się, zwątpienia w sens misji, albo rezygnacji z podjętego zadania. Dlatego idą po dwóch. Gdy jeden słabnie to drugi będąc w tej chwili mocniejszym, pomaga i pcha wózek ewangelizacji do przodu. Taki sens, między innymi oczywiście, ma wspólnota Kościoła, wspólnota uczniów Jezusa. Tym bardziej, że jako uczniowie i przyjaciele Jezusa znajdą się w sytuacji owiec między wilkami. Z jednej więc strony misja nie jest łatwa, bo świat wyciąga pazury i szczerzy kły, gdyż Światło razi w oczy i niepokoi serce i sumienie.  Z drugiej zaś strony, stoi za nimi i przy nich Pasterz, który ich posłał. To On a nie trzos, torba czy sandały ma być ich mocą, siłą, autorytetem i ukojeniem. Po ludzku patrząc trudno jest pozostać owieczką w spotkaniu z wilkiem. Takie jest jednak zadanie chrześcijanina. Czynić innych owcami nie stając się wilkiem wobec innych. Skutkiem takiej konfrontacji z rzeczywistością będzie pokój, którym obdarzony zostanie każdy napotkany, o ile zechce go przyjąć. Misja głoszenia królestwa Bożego wymaga determinacji, przekonania, wiary, ale też pośpiechu. Nie pozdrawiać nikogo w drodze, to znaczy skupić się na zadaniu, na realizacji celu wyznaczonego przez Nauczyciela. W realiach Palestyny za czasów Pana Jezusa takie pozdrawianie związane z wymianą mnóstwa informacji, zajmowało bardzo wiele czasu. A cel jest jasny i może się oddalić, jeśli zatrzymamy się na tym co nieistotne i małostkowe. Sakrament chrztu świętego zanurzył nas w potrójnej misji Chrystusa jako Kapłana, Króla i Proroka. Tak wiem, trudno jest być prorokiem we własnej ojczyźnie, domu, rodzinie, sąsiedztwie, ale Pan zmartwychwstał i żyjący jest moim Pasterzem i dlatego „chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza. Stół dla mnie zastawiasz wobec mych przeciwników; namaszczasz mi głowę olejkiem; mój kielich jest przeobfity. Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia i zamieszkam w domu Pańskim po najdłuższe czasy”. Robotników mało? Bo zabrakło wiary, która jest paliwem posłanych.

Homilia z dzisiejszego dnia poniżej. Serdecznie zapraszam i pozdrawiam, ks. cezary



XXVIII NIEDZIELA ZWYKŁA - ROK A

ZAPROŚ ZŁYCH I DOBRYCH - CZAS OD BOGA
Mt 22, 1-14
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».

Przypomnijmy sobie jedną z myśli, która pojawiła się w komentarzu tydzień temu. Otóż Pan być może nie tyle rozwali winnicę, która nie przynosi owocu, co pozwoli, aby w swoje ręce wziął ją ten, do którego się zwróciła i uczyniła gospodarzem. Nich ją karmi, podlewa, opiekuje się i chroni bożek, z którym zdradziła swego Pana. Niech cierpkie jagody niesprawiedliwości, pychy, formalizmu, skostnienia, bałwochwalstwa zatruwają jej istnienie. Może się obudzi i wróci do Jedynego Pana i Gospodarza wydając przy tym owoce, które wyróżnią ją i odróżnią od innych narodów pogańskich i będą piękne w oczach Boga. Dlaczego do tej myśli powracamy? Otóż w pierwszym czytaniu słyszymy fragment z tzw. Apokalipsy Izajasza. Jest to więc tekst, w którym przeplatają się wątki dotyczące teraźniejszości, przeszłości i przyszłości, również tej ostatecznej. Bóg oczekuje od Izraela, ale także od nas, nowego Jego ludu, Kościoła, przede wszystkim całkowitego zaufania Jemu i posłuszeństwa wyrażającego się w pełnieniu Jego woli. „I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremu zaufaliśmy, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność; cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia!”. Dla takiego ludu, jak czytamy, Pan Zastępów przygotuje na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Spójrzmy jak to prorocze słowo się realizuje. Golgota to góra na której nasz Pan oddaje swoje życie za zbawienie świata i rozrywa pęta śmierci. Niszcząc ją przywraca życie. Zasłona przybytku odgradzająca najświętsze miejsce w świątyni jerozolimskie zostaje zerwana. Od tej pory każdy bez wyjątku ma dostęp do Boga i do życia.  Ten właśnie Bóg wyciągający dłoń zbawienia i wybawienia w stronę każdego człowieka, zaprasza go na ucztę, do stołu, przy którym pragnie go nakarmić najpożywniejszym mięsem i napoić najwyborniejszym winem. Czyż Ciało Pana nie jest najpożywniejsze a  Jego Krew najwyborniejsza? Dzisiejszy fragment Ewangelii jest dalszym ciągiem sporu Jezusa z faryzeuszami i przywódcami Izraela. Pomijając ten wątek w naszym rozważaniu (mówiliśmy o tym komentując przypowieści o winnicy w ostatnich trzech tygodniach), spróbujmy dostrzec oczyma wyobraźni nas samych zasiadających przy stole na uczcie Eucharystii, którą przygotował dla nas Pan. Wyprawia ją dla nas sam Król, gdyż pragnie uczcić zaślubiny swojego Syna. Zatem nie jest to byle kto. Na takie zaproszenie nie wypada nie odpowiedzieć. Ci wszyscy, którzy odmówili i zignorowali Króla wykazali się całkowitym niezrozumieniem i nietaktem. Oni nie byli obłożnie chorzy, w drodze, na wakacjach czy na zakupach. Oni najzwyczajniej mieli swoje wyobrażenie Króla – Boga, przywiązanie do przepisów Prawa i tradycji, do swego stylu życia, swój pomysł na zbawienie. Ten Król nie jest im potrzebny, gdyż są samowystarczalni, nawet w kwestii zbawienia. Ten Król im nie pasuje, bo przewraca do góry nogami ich życie i mentalność. Lepiej w błotku i bagienku, ale swoim, znanym, do którego przywykli. Lepiej nie ryzykować, bo jeszcze będzie czegoś od nas chciał. A tymczasem ta uczta jest weselna. Oblubienica Syna zdradziła Go i poszła do innego wybranka.  Ten się jej nie spodobał, choć nawet nie przyszła, aby Go zobaczyć, usłyszeć i dać Mu szansę. Tak, to my, zaproszeni na tę ucztę jesteśmy oblubienicą Jezusa. Król jednak nie odpuszcza. Ciągle jest w drodze ku człowiekowi. Nieustannie go szuka i zaprasza. Nieważne czy jest dobry czy zły. Każdy ma szansę i otwarte drzwi na ucztę; tę przy ołtarzu i tę w królestwie wiecznym. Może się jednak zdarzyć, że zostaniemy wyproszeni. I oczywiście nie chodzi o nasz ubiór, ale nastawienie, nasze serce i wnętrze. To jest dokładnie tak jak sprawa się miała z Judaszem w czasie ostatniej wieczerzy. Judasz przyjął Pańskie Ciało, ale jego myśli i serce były niejako na uwięzi. On służył i oddał się cały innemu, wyimaginowanemu zbawicielowi. Dlatego usłyszał od Jezusa: „co masz czynić, czyń prędzej”. Judasz więc opuścił wieczernik, porzucił ucztę. Św. Jan dodaje, że była noc. Judasz i każdy z nas odwracając się od Zbawiciela, wchodzi w noc i śmierć, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów, jak mówi do nas dzisiaj Jezus. Tak niewiele trzeba, aby żyć pełnią życia. Dać się zaprosić, nie wymawiać się bzdurami, chcieć być zbawionym, dać Bogu szansę, aby mnie napełnił sobą. Tylko tyle i aż tyle.

Homilia z tej niedzieli do posłuchania poniżej. Zapraszam serdecznie. ks. cezary




PIĄTEK - 13.10.2017

BEZCZELNOŚĆ ZŁEGO...

Łk 11, 15-26
Gdy Jezus wyrzucał złego ducha, niektórzy z tłumu rzekli: «Mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy». Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i rozda jego łupy. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza. Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: „Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”. Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedmiu innych duchów, złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni».


Walka o człowieka toczy się nieustannie. U Jana czytamy: „Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”. Złodziej, czyli szatan chce nas okraść z prawdy, zabić w nas nadzieję, wiarę i zaufanie do Boga oraz zniszczyć naszą więź i przyjaźń z Jezusem. I nie ważne w jaki sposób to uczyni. Ważne, aby człowieka odciągnąć od Źródła życia i światła. Jeśli mu się to uda, wówczas pozbawi drzewo korzeni i skaże je na śmierć. Kusi więc obietnicami łatwego, niczym nieskrępowanego życia. Wsącza jad nieufności wobec Jezusa. Posługuje się metodami, które na początku wydają się przyjazne i niewinne. Potrafi nawet samego Syna Bożego nazwać własnym imieniem, aby wprowadzić zamęt. Chrystus nie musi się tłumaczyć, ale w dzisiejszej Ewangelii wykazuje brak logiki w myśleniu ludzi, którzy widząc Boską moc Jezusa są tak zaślepieni i zamknięci na Jego Słowo, że używają argumentów rodem z piekła. Działanie Jezusa ma być czytelnym znakiem nadejścia królestwa Bożego. Niestety, nie wszyscy chcą czytać, albo czytają bez zrozumienia.   Pan przychodzi po to, aby owce miały życie i to w obfitości. On i tylko On ma moc zwyciężyć złego ducha. Poza Nim jest tylko ciemność i kroczenie przez życie po omacku. Zły jest tak zawzięty, że nawet gdy człowiek pozwoli aby Bóg go dotknął,  uzdrowił i uwolnił wraca do niego ze zwielokrotnioną siłą. Wystarczy, że na chwilę od Niego odejdę, zwątpię a dom mojego wnętrza na nowo zapełni się zgrają kłamców. Jeżeli pozwolę się im rozgościć mój stan będzie o wiele gorszy od poprzedniego. Nie wystarczy odklepać „paciorek” i odstać swoje na Mszy św. w niedzielę w kościele. Trzeba do Jezusa należeć świadomie, z wyboru, z miłości, która jest odpowiedzią na Jego mnie umiłowanie. Wybór należy jak zwykle tylko i wyłącznie do mnie. 

Homilia z dzisiejszego dnia do odsłuchania poniżej. Serdecznie zapraszam. ks. cezary

                                         
                                        



XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA - ROK A - 08.10.2017

WINNICA PANA W NASZYCH RĘKACH... I CO DALEJ?

Mt 21, 33-43
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?» Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce».

Od co najmniej dwóch niedziel jesteśmy w winnicy Pana. W sensie oczywiście Liturgii Bożego Słowa, choć nie tylko. Dwa tygodnie temu, Jezus - Właściciel i Gospodarz winnicy poszukiwał nas do pracy w niej. Tydzień temu, jako swoich synów, posyłał nas do pracy w swojej winnicy. Obrzydliwością okazała się nasza obojętność na Jego zaproszenie, słowo i samo posłanie. Dzisiaj Pan, jako Gospodarz winnicy staje przed nami i żali się, opowiada o swojej miłości i zatroskaniu, ale jednocześnie o swoim rozczarowaniu, bo nie może znaleźć owoców...  Oba  obrazy, przypowieści,  zostały skierowane w pierwszym rzędzie do Izraela jako narodu wybranego i do jego przywódców. I wcale nie chodzi o to, że Izrael był narodem większym, mądrzejszym, ale o to, że Bóg go umiłował do granic możliwości, zawarł z nim niejedno przymierze i związał z nim nadzieje na obdarzenie zbawieniem każdego człowieka. Pierwsza z nich dotyczy czasów upadku Królestwa Północnego i skierowana jest do mieszkańców Judy. Prorok Izajasz w początkach swojej księgi wyrzuca Izraelowi nie tylko uchybienia dotyczące relacji z Bogiem; bałwochwalstwo, skostnienie religijne i formalizm, ale też grzechy w relacjach do ludzi w życiu społecznym, w którym panuje próżność, pycha, egoizm i brak sprawiedliwości. Umiłowana przez Boga zapomniała o swoim Oblubieńcu, porzuciła Go, a przynajmniej odwróciła się od Niego a znalazła sobie ukojenie w tym, co na chwilę przynosi rozkosz. Dlatego Bóg zapowiada, że nie tyle odejdzie, obrazi się, co pozwoli, aby pokarmem, ogrodnikiem, ochroną i życiem był ten, z którym Izrael Go zdradził. Może się ocknie, może przejrzy, może zrozumie i wróci, bo cóż może dać ten, który sam nic nie ma. Przypowieść z Ewangelii dotyczy sytuacji Izraela z czasów Jezusa i tych, które nastąpią później. Chrystus Pan przypomina przywódcom Izraela jak bardzo Bóg przeniknięty miłością do swego narodu, troszczył się o niego. Założył, zbudował, okopał, ogrodził, pielęgnował i oddał winnicę w ich ręce, aby kontynuowali Jego dzieło. Oczywiście, że oczekiwał, iż Izrael nie będzie jak inne narody pogańskie, ale niestety owoców sprawiedliwości, wierności, miłości Boga i człowieka się nie doczekał. Dlatego posyłał proroków, tych którzy mogli doradzić, upomnieć, podpowiedzieć, ale i ta metoda naprawy winnicy nie pomogła. Wybiera, kierowany miłością ostateczną próbę dotarcia do serca ludzkiego. Niestety, Izrael pozostał głuchy, zamknięty na przepisach prawa i nie rozpoznał Syna Gospodarza, dlatego zabił Go, aby nie mieć wyrzutów sumienia, aby już nie słyszeć nawoływań, aby zamknąć usta miłości, która mimo wszystko się nie wyczerpie. I choć, tak jak Jezus zapowiadał, większość z nich została wytracona (zniszczenie Jerozolimy i świątyni), to jednak Jezus i za nich przecież odda swoje życie. Winnica zaś zostanie złożona w ręce innego narodu, nowego ludu, Kościoła, który założył Jezus Chrystus. „Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”. Tą winnicą Pana jesteśmy od ponad 2000 lat. Jak ona wygląda w naszych rękach, jakie owoce wydawała kiedyś i jakie wydaje dzisiaj, co z prorokami, którzy dzisiaj głoszą słowo prawdy, co z Gospodarzem, który nas nawiedza, aby odebrać plon?
- „Otoczył ją murem” – to zapewne prawo miłości Boga i bliźniego, przykazanie, abyśmy się wzajemnie miłowali, jak On nas umiłował. Ten mur nie oddziela, ale chroni, abyśmy pozostając Jego uczniami, dawali światu  owce winnicy – miłość i nadzieję.
- „Wykopał w niej tłocznię” – to ona wyciska sok z winogron. Czyż nie jest to symbol ołtarza, na którym każdego dnia Jezus przelewa swoją Krew za zbawienie świata? Co się stało dzisiaj i z ołtarzem i z Krwią oraz Ciałem Pana? Kto się Nimi karmi, aby żyć i mieć siły wydawać owoce? A nawet jeśli, to czy nie skostnieliśmy, czy nie sformalizowaliśmy Eucharystii do wymiaru wyprysków sumienia, jeśli w niedzielę nie pójdę do kościoła?
- „Zbudował wieżę” – każda świątynia jest miejscem obecności Pana, jest namiotem w którym mieszka Jego chwała, jest miejscem sprawowania kultu, jest miejscem gdzie dwaj albo trzej zgodnie o coś w Imię Jezusa mogą prosić, aby otrzymać. Dlaczego więc stoi pusta, jakby porzucona?
- „Oddał ją w dzierżawę i wyjechał” – winnica Pana, Jego Kościół jest w naszych rękach.

„Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”. (Mt 24,44)

Homilia z dzisiejszej niedzieli poniżej do odsłuchania. Serdecznie zapraszam i pozdrawiam. ks. cezary 



WTOREK - 03.10.2017

CIERPLIWOŚĆ I CZAS W APTECZCE EWANGELIZATORA
Łk 9, 51-56

Gdy dopełniały się dni wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jeruzalem, i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i weszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by przygotować Mu pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jeruzalem. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?» Lecz On, odwróciwszy się, zgromił ich. I udali się do innego miasteczka.


Jezus jest w drodze do Jerozolimy. Tam ma wypełnić wolę Ojca do końca, oddając swoje życie za zbawienie człowieka i świata. Droga, w sensie, wędrówki, przemieszczania się, jest dobrą okazją i w pewnym sensie szkołą, w której Mistrz przygotowuje swoich uczniów do kluczowych wydarzeń  mających się niebawem zrealizować: śmierć, zmartwychwstanie, Duch Święty, Kościół. Jest to też dobry czas i sposób, aby w konfrontacji z codziennością kształtować serca i myśli uczniów według Jego, Mistrza, sposobu wartościowania, postępowania i działania. Trasa wiodąca do Jerozolimy z Galilei przez Samarię jest krótsza, choć byli i tacy, którzy wędrowali omijając Samarię, w ten sposób nadkładając nieco drogi. Stosunki między Samarytanami a Izraelitami były, delikatnie to ujmując, dość napięte. Nie tylko mieli siebie nawzajem w pogardzie, ale też miejsca kultu. Wyrazem tego było choćby zniszczenie świątyni Samarytańskiej na górze Garizim przez króla żydowskiego Jana Hirkana w II wieku przed Chrystusem. Skutkiem tego było wrogie podejście Samarytan do Żydów zmierzających przez ich terytorium z Galilei do Jerozolimy. Z jednej strony dziwi więc fakt, że uczniowie Jezusa tak ostro reagują na sytuację odrzucenia Jezusa, nie przyjęcia Go pod dach przez mieszkańców tego miejsca. Z drugiej zaś strony, mieli oni doświadczenie mocy i niezwykłości Pana, dla którego szukali schronienia w drodze i nie byli w stanie przeboleć tego, że ktoś może nie przyjąć Dobrej Nowiny i Jej Głosiciela. Ciekawi mnie też to, czy Pan Jezus znając realia, celowo wybrał drogę przez Samarię. Może chciał swoim uczniom dać jeszcze jedną lekcję? Jaką? Ewangelizacja, głoszenie Słowa Bożego, propozycja zbawienia nie może być wciśnięta w nikogo na siłę. Uczeń, który niebawem stanie się mistrzem dla innych ma siać, proponować, wyciągać rękę, obdarzać zrozumieniem i miłością. Powinien też cechować się ogromną cierpliwością wobec opornych i zamkniętych na światło Prawdy, dając im czas. Zniszczenie, albo choćby obrażanie się na opornych żadnego dobra nie przyniesie. Przy tym wszystkim wyjaśnienie jakie daję św. Paweł w 1 Liście do Koryntian rzuca mocne światło na tę sytuację: „Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg”. Mocna to była lekcja, gdyż Jezus w innym niż, póki co Jego uczniowie, duchu przychodzi do człowieka. Biblia Warszawska tak tłumaczy to miejsce w rozważanym dzisiaj tekście: „A On, obróciwszy się, zgromił ich i rzekł: Nie wiecie, jakiego ducha jesteście. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł zatracać dusze ludzkie, ale je zachować”. Zrobił Pan dla człowieka już wszystko, aby go uratować. Teraz czas na odpowiedź człowieka. Czas, aby wpuścić Pana pod dach swojego życie i pozwolić się zbawić. Ci natomiast, którzy już to uczynili i do Jezusa należą całym sercem, mogą udostępnić innym trochę miejsca pod tymże dachem, aby i oni poznali i rozkochali się w Zbawicielu. Nie gromy i ogień, ale cierpliwość, czas i miłość. A jak nie, to w innym miasteczku czekają na słowo nadziei, ciepła, wyzwolenia i zbawienia. Ciągle w drodze, tak jak Jezus.

Homilia z dzisiaj do posłuchania. Zapraszam serdecznie, ks. cezary

                                                                       


XXVI NIEDZIELA ZWYKŁA - ROK A - 01.10.2017

BY BYĆ TAM, GDZIE SĄ JUŻ CELNICY I NIERZĄDNICE
Mt 21, 28-32
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?» Mówią Mu: «Ten drugi». Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć».


Prorok Ezechiel działał i głosił słowo wśród Izraelitów deportowanych do niewoli babilońskiej. Był to trudny czas dla żyjących w niewoli członków narodu wybranego, ale też czas refleksji dotyczącej relacji Izraela do Boga, czas tęsknoty i wyczekiwania na wypełnienie się Bożych obietnic. W poprzednich tygodniach czytaliśmy w Kościele teksty właśnie tego proroka próbujące ustawić kwestię kary za grzech. Odpowiedzialność zbiorowa ma zostać zastąpiona odpowiedzialnością indywidualną. Dzisiejszy tekst z pierwszego czytania jeszcze bardziej uściśla tę kwestię, ale też uwypukla błędny sposób rozumowania Izraelitów. Bóg bowiem przez proroka Ezechiela pragnie wyjaśnić, że nie tyle przeszłość, utarte opinie o człowieku, jego stanowisko, albo doskonały kamuflaż będą wyznacznikiem jego usprawiedliwienia. Bo nawet jeśli całe moje życie do dzisiaj było nędzą i rozpaczą, ale pozwoliłem łasce Bożej przebić się przez skorupę mojej niewiary, buntu czy łajdactwa i wróciłem do Boga, to dlaczego nie mam być przez Niego przyjęty i obdarowany zeszłotygodniowym denarem zbawienia?  Ale jeśli, dajmy na to żyłem uczciwie i po Bożemu i dzisiaj od mojego Boga odpadłem wchodząc w mysterium iniquitatis, czyli w rzeczywistość zła i ciemności, to czy mam prawo oczekiwać na życie z Bogiem, którego zaniedbałem i odrzuciłem? Dlatego Bóg pyta Izraelitów i nas dzisiaj: „Czy mój sposób postępowania jest niesłuszny, czy raczej wasze postępowanie jest przewrotne?” Zapewne doświadczenia z życia szkoły, pracy czy relacji międzyludzkich są nam wszystkim wspólne. Jakże często bywa tak, że uczeń lub student, który na początku wystartował bardzo dobrze, dał się poznać jako ten mądry, solidny, pracowity, itd. Nawet jak w późniejszym okresie zacznie zawalać, to i tak albo się mu podciągnie ocenę, albo jakoś usprawiedliwi, bo to jest ten dobry uczeń. Ten zaś, który dopiero po jakimś czasie zabrał się do roboty, zawsze będzie oceniany niżej i podejrzewany o ściąganie, albo jakąś inną nieuczciwość. Nie ma szansy na bycie lepszym w oczach nauczycieli czy przełożonych, bo to jest ten z łatką, albo z szufladki pod tytułem tuman. Wracając zaś do poprzedniej niedzieli, do przypowieści o zatrudnianych do pracy w winnicy zauważmy podobny schemat przewrotnego myślenia. Ci pierwsi zatrudnieni w winnicy w momencie wypłaty złym okiem patrzyli na to, że gospodarz jest dobry dla każdego. A przecież ci zatrudnieni w późniejszej porze dnia to obiboki, leniuchy i naciągacze. Jak można widzieć ich inaczej i obdarować tak jak nas, którzy siedzimy w tej winnicy cały dzień roboczy. Dobrze, że nikt nie widzi jak my pracujemy unikając wysiłku, chowając się za krzewami marnując czas, ale przecież wszyscy widzieli, że byliśmy tu od początku. To jest dopiero przewrotność! Podobnie zachował się faryzeusz z przypowieści Jezusa, który ocenia celnika, bo go zna i wie kim on jest. Narzuca Bogu swój sposób patrzenia i oceny. Sam zaś trwa w przekonaniu o swojej doskonałości, choć już dawno temu odszedł od Boga i zatrzymał się na pustej religijności i literze prawa. Celnik zaś wrócił skruszony i wyciągnął rękę w stronę Boga a nie litery. Czyż Bóg może mu odmówić? Dlatego powiada Jezus: „ten odszedł usprawiedliwiony”. W pierwszym czytaniu Bóg wzywa nas: „słuchaj jednakże”, a w Ewangelii: „co myślicie?”. Najgorszą postawą wobec Boga i Ewangelii jest indyferentyzm, czyli obojętność. W Apokalipsie słyszymy słowa: „A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust”. Przy czym w tym miejscu w oryginale użyte jest słowo emesai, co znaczy zwymiotować, wyrzygać. Obojętność jest jak trucizna, której trzeba się pozbyć, aby organizm mógł przetrwać. Tak dalece Bogu nie podoba się postawa obojętności. Dlatego trzeba usłyszeć Boże Słowo, zastanowić się i zareagować, podejmując wysiłek i działanie zmierzające do przemiany wewnętrznej i życiowej. W tekście dzisiejszej Ewangelii ten syn, który ochoczo zgodził się wypełnić wolę ojca, nic nie uczynił. Nawet nie podniósł się z miejsca w sensie myślenia i działania. Tylko dla świętego spokoju rzucił na odczepnego, idę. Nie miał ochoty na żaden wysiłek i trud. A nawrócenie rzeczywiście kosztuje i boli. Drugi zaś syn, choć w pierwszej fazie reaguje odmową i złością, podejmuje wyzwanie. Obojętność zabija, ale otwartość na Boże Słowo, nawet jeśli na początku wyzwala w nas ból i niechęć, obawę i niepewność, ostatecznie prowadzi do działania. Prowadzi w ramiona Jezusa, gdyż jest to Słowo życia, mocy, uzdrowienia i prawdy. Jest to przecież Boże Słowo! Najczarniejszy scenariusz dla nas, myślących przewrotnie, czyli polegających na „dobrej”, w miarę bezgrzesznej przeszłości, cieszących się dobrą opinią innych o nas, bo  znają nas jako tych „pobożnych”, może się okazać tęsknota, aby być tam, gdzie przebywają już celnicy i nierządnice. Czy zechcemy, jak mówi Jezus,  opamiętać się?

Homilia z niedzieli 01.10.2017 do posłuchania. Zapraszam i pozdrawiam. ks. cezary




PIĄTEK - 29.09.2107 - ŚWIĘTO ARCHANIOŁÓW MICHAŁA, GABRIELA I RAFAŁA

NO BO KTÓŻ JAK BÓG?
J 1,47-51
Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: „Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”. Powiedział do Niego Natanael: „Skąd mnie znasz?” Odrzekł mu Jezus: „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym”. Odpowiedział Mu Natanael: „Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś królem Izraela!” Odparł mu Jezus: „Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: «Widziałem cię pod drzewem figowym»? Zobaczysz jeszcze więcej niż to”. Potem powiedział do niego: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”.


Św. papież Grzegorz Wielki (zm. 604) pisze: "Należy wiedzieć, że imię anioł nie oznacza natury, lecz zadanie. Duchy święte w niebie są wprawdzie zawsze duchami, ale nie zawsze można nazywać je aniołami, lecz tylko wówczas, kiedy przybywają, by coś oznajmić". Powyższą tezę papieża Grzegorza Wielkiego potwierdza również samo znaczenie słowa anioł. Z języka greckiego angelos, to przede wszystkim posłaniec, zwiastun. Tak więc dzisiaj w Liturgii Kościoła świętujemy wspomnienie tych trzech aniołów należących do wyższego chóru aniołów, spełniających wobec ludzi nadzwyczajne posłannictwa w historii zbawienia. Tradycja chrześcijańska zalicza do tego grona Gabriela, Michała i Rafała i nazywa ich Archaniołami. Archanioła Gabriela (jego imię oznacza "Bóg jest moją siłą", "Stojący przed Bogiem" oraz „Mąż Boży”), poznajemy choćby jako tego, który zwiastuje Maryi narodziny Syna Bożego, Jezusa Chrystusa a Zachariaszowi syna, Jana Chrzciciela. Michał (jego imię oznacza „Któż jak Bóg”) jest tym aniołem, który z okrzykiem na ustach któż jak Bóg miał wystąpić do walki ze zbuntowanym Luceferem i jego armią upadłych aniołów. Apokalipsa zaś ukazuje Michała jako stojącego na czele duchów niebieskich i walczącego z szatanem a wynik tej walki jest oczywisty:  „I został strącony wielki Smok, Wąż Starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie”. To i każde zwycięstwo w rzeczywistości duchowej dokonuję się i jest możliwe tylko i wyłącznie „dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa”. (porównaj dzisiejsze pierwsze czytanie). Wreszcie, Rafała (jego imię oznacza „Bóg uleczył”) możemy bliżej poznać czytając fragment Księgi Tobiasza. Nie tylko towarzyszy młodemu Tobiaszowi w jego podróży podejmując wiele nadzwyczajnych interwencji, ale też jego ojcu, staremu Tobiaszowi przywraca majątek oraz wzrok. Tak więc czcimy dzisiaj w Liturgii Boga, który nie pozostawia swoich dzieci sierotami, Boga, który opiekuje się swoim dziełem, Boga, który posyła swoich aniołów, aby byli zwiastunami i orężem w walce o Jego chwałę, majestat i wybawienie Jego wyznawców. Zwróćmy jeszcze uwagę na fragment dzisiaj czytanej Ewangelii. Jezus, nasz Pan dostrzega dobro w człowieku i wychwala je. On nie tyle nie widzi zła, ile go nie rozpowszechnia i nie rozgłasza dokoła. Jeżeli je pokazuje, to bezpośrednio człowiekowi, aby wiedział w czym niedomaga, gdzie upadł i w jaki sposób zadał ranę Bogu. Wszystko to zaś po to, aby można było wróciwszy przyjąć Boże przebaczenie i stać się na nowo czystym i pięknym przed Jego obliczem. O Natanaelu Jezus powiada: „Prawdziwy Izraelita, w którym nie podstępu”. Ta jego otwartość i prawdziwość w jednej chwili doprowadza do rozpoznania w Jezusie Mesjasza. W nagrodę otrzymuje zapowiedź, że „ujrzy niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”. Potrzeba dzisiaj ludzi, w których nie ma podstępu, otwartych na Boże Słowo i Jego działanie, przekazujących światu Dobrą Nowinę o życiu i zbawieniu w Jezusie. Potrzeba dzisiaj aniołów zwiastujących i wnoszących w świat moc Bożej obecności. Potrzeba dzisiaj światu ludzi, którzy dołączą do grona aniołów i będą adorować majestat Boga oraz służyć drugiemu człowiekowi. Potrzeba tych, dzięki którym zagubiony człowiek usłyszy słowo nadziei, znajdzie siłę do walki i źródło uzdrowienia schorowanego i zbolałego człowieczeństwa. Dołączymy?

Poniżej, jak zwykle homilia z dzisiejszego dnia. Zapraszam i pozdrawiam. ks. cezary

                                                                           


WTOREK - 26.09.2017

SŁUCHAĆ, ABY POZOSTAĆ W RODZINIE JEZUSA
Łk 8, 19-21
Przyszli do Jezusa Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je».


Zawsze kiedy myślę o sobie i o ludziach, którzy przyjęli sakrament chrztu świętego, to mam nieodparte wrażenie, że w żyłach każdego z nas płynie krew naszego Pana. Chrzest bowiem tak ściśle łączy nas z Chrystusem jak złączona jest latorośl z krzewem winnym. Jeden korzeń, jedno drzewko, wiele latorośli i te same soki życiowe płynące od korzenia. To jest łaska i dar bycia wszczepionym we wspólnotę Kościoła, który jest Mistycznym Ciałem Chrystusa. A zatem jesteśmy na mocy tego sakramentu jedno z Panem i innymi ochrzczonymi należącymi do tego żywego organizmu. Tworzymy jeden dom, jedną rodzinę w wielości jej gałązek. Wystarczy jednak, że jakaś latorośl odłączy się, zagubi się, nie pozwoli, aby soki życia docierały do niej, wówczas natychmiast usycha i umiera. Na nic się zda dokument potwierdzający przyjęcie sakramentu chrztu św. Na nic się nie przyda zdjęcie z I Komunii św. Śmierć gałązki wiszącej na winnym krzewie tylko go oszpeca i zmniejsza jego „wydajność”. To dlatego Pan zachęca nas dzisiaj do trwania z Nim w takiej więzi jak więź Matki z Synem, jak więzi łączące członków jednej rodziny. Tworzą je ci, którzy najpierw słuchają Słowo Boże a potem wprowadzają Je w życie, realizują Jego treść w swojej codzienności. Słuchać a nie tylko słyszeć. Zresztą Maryja, której Jezus nie chciał na pewno urazić wypowiadając dzisiaj rozważane słowa i w tym wymiarze była zjednoczona ze swoim Synem, gdyż „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”. Była doskonałą uczennicą Pana, która przecież żyła Słowem Bożym i to Słowo stało się Ciałem pod Jej sercem. Św. Paweł zaś w Liście do Rzymian powie: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa”. Tak więc bez słuchania Pana nie da się wytrwać w jedności z Nim, nie da się być Jego autentycznym uczniem, nie da się być świadkiem Prawdy i Ewangelii, gdyż fundamentem tego wszystkiego jest wiara. Ta zaś rodzi się ze słuchania – fides ex auditu. Dodajmy jeszcze jedną myśl. Otóż Jezus, jako Słowo Boga do człowieka, Logos, rozbrzmiewa nieustannie, mówi do nas i przynosi życie, zachęca, upomina, podnosi i uzdrawia. On przecież zmartwychwstał i żyje w swoim Kościele. Słuchać tego Słowa, to nie tylko Je słyszeć, ale nade wszystko uczynić Je centrum i fundamentem życia, jedynym Panem i Zbawicielem swoim. A potem iść za Nim w swoim codziennym życiu budząc siebie i innych do wiary, która jest zawierzeniem Prawdzie uczynionej i wypowiedzianej w Słowie, Logosie, Jezusie Chrystusie.

A poniżej homilia do posłuchania, jak zwykle. Pozdrawiam, ks. cezary