ŚRODA - 13.12.2017

JARZMO, KTÓRE WYZWALA!
Mt 11, 28-30
Jezus przemówił tymi słowami: «Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».

Być może dzisiaj Pan Jezus użyłby słowa chomąto zamiast jarzmo, ale i tak chodzi o tę samą uprząż, którą zakładano na kark zwierząt roboczych, np. wołów, aby uzyskać większą siłę przy pracach polowych takich jak oranie, itp. Używając tego obrazu i porównania Chrystus Pan pragnie w pewnym sensie raz jeszcze zachęcić Izraelitów a dzisiaj i nas do porzucenia wszelkiego jarzma, które nie pochodzi od Niego. Religijność oparta tylko i wyłącznie na przestrzeganiu praw i przepisów, wszelkiego rodzaju zniewolenia i uwikłania a przede wszystkim grzech to tylko niektóre ciężary ujarzmiające człowieka. Takie jarzmo zniewala, upokarza, przygniata do ziemi i niszczy radość życia. Jezus proponuje swoim słuchaczom inne jarzmo, które może jest ciężkie i trudne do uniesienia, ale jednocześnie wyzwalające, uzdrawiające, dające życie szczęśliwe tutaj i wieczne z Bogiem tam. Jest to jarzmo Jego Słowa, sposobu życia, więzi z Bogiem a nade wszystko miłości. Przyglądając się porównaniu użytemu w dzisiejszym fragmencie Ewangelii przez Jezusa, dostrzegam jeszcze jedną kwestię i zaczynam rozumieć dlaczego Jego jarzmo jest słodkie i lekkie. Otóż jarzmo łączyło woły w pary i dzięki niemu szły one równo obok siebie a ciężar rozkładał się na dwa. Nakładając, albo przyjmując jarzmo Jezusowe nigdy nie idę sam. Obok mnie idzie Ten, który pierwszy przyjął na siebie ciężar krzyża i dlatego jest moją siłą i mocą. On idzie ze mną a Jego obecność jest słodka a moje jarzmo dużo lżejsze. W pierwszych słowach rozważanego dzisiaj fragmentu Pan kieruje swoje zaproszenie do wszystkich i każdego człowieka. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście”, mówi Pan również dzisiaj. Cały bagaż swoich jarzm i ciężarów, który dźwigasz na swoich ludzkich ramionach właśnie dzisiaj, właśnie teraz przynieś i oddaj Jezusowi i daj się pokrzepić. W końcu On jako Syn Boga Żywego ma wystarczającą moc, aby ten bagaż z ciebie zdjąć i dać ci wolność. A nawet jeśli jakiś ciężar trzeba będzie jeszcze ponieść, On da  tobie siłę, abyś się nie ugiął i byś dał radę. Niech komentarzem i zachętą do naszego rozważania będą słowa z pierwszego dzisiejszego czytania. Prorok Izajasz mówi tak: „On daje siłę zmęczonemu i pomnaża moc bezsilnego. Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się, słabnąc, młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły; biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą”. 

Homilia z dzisiaj do posłuchania poniżej. Serdecznie zapraszam i niech Pan Was błogosławi. ks. Cezary




WTOREK - 12.12.2017

UMOŻLIWIĆ PASTERZOWI POSZUKIWANIA
Mt 18, 12-14
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jak wam się zdaje? Jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło nawet jedno z tych małych».

Piękny obraz zaczerpnięty z codziennego życia Palestyny. Mówią znawcy, że przeciętne stado liczyło sto owiec. Gdy zaginęła jedna, pasterz raczej nie zostawiał pozostałych na pastwę wilków, skalnych szczelin czy innych czyhających dookoła zagrożeń. Chyba, że będzie miał okazję pozostawić swoje stado owiec pod opieką innego pasterza. Chrystus Pan kształtuje serca i postawy swoich uczniów, tworzy z nich wspólnotę, która będzie jednością w różnorodności. Każda owca jest przecież inna. Zawsze będzie tak, że jeden czy drugi uczeń Jezusa zwątpi, odejdzie, zagubi się w drodze, upadnie albo straci wiarę. Pasterz tylko wtedy będzie mógł więcej czasu poświęcić słabszemu uczniowi, albo wyruszyć na jego poszukiwanie, gdy pozostali będą mocni i nieugięci w swojej wierze i wierności wobec Niego. Zdaje się, że Jezus pragnie powiedzieć, iż troska i poświęcony czas zagubionemu i słabszemu jest możliwy jeśli wspólnota nie rozpadnie się pod Jego nieobecność, a odnaleziony brat będzie miał dokąd powrócić. Jakże więc ważne jest to, aby nasza wiara i wierność były stabilne, aby nasze chrześcijaństwo było totalnie wkorzenione w Pana, który spokojnie może więcej czasu i wysiłku poświęcić słabszemu, zagubionemu czy zaginionemu uczniowi. Takie też chyba powinny być nasze wspólnoty, parafie i cały Kościół. Wspaniale byłoby, gdyby pasterz mógł posyłać mocnych uczniów na poszukiwanie słabszych, albo gdyby owi mocni sami podejmowali taki wysiłek, gdyż Pan swoją troską i pragnieniem zbawienia obejmuje każdego bez wyjątku. Gdzieś kiedyś trafiłem na inny obraz, który wyjaśnia dzisiejszą przypowieść. Otóż pewien student drukował swoją pracę magisterską i miał już całość, sto stron swego dzieła, skończył się tusz w drukarce a była niedziela. Był szczęśliwy, że ma całość, bo w poniedziałek rano trzeba było oddać pracę. Nieoczekiwanie zerwał się silny wiatr i przeciąg porozrzucał po pokoju wszystkie kartki. Student pieczołowicie je pozbierał, ale zdołał skompletować tylko, albo aż dziewięćdziesiąt dziewięć spośród stu wydrukowanych. Miał prawie wszystkie, ale prawie robi dużą różnicę. Bez tej jednej praca nie była kompletna. Tych dziewięćdziesiąt dziewięć stron nie było gorszych, ale bez tej jednej zagubionej nie było kompletu. Gdy ją w końcu odnalazł, mógł jeszcze raz się rozradować i zasnąć spokojnie, gdyż jego praca nadawała się do przedłożenia profesorowi. Każdy z nas jest tak cenny w oczach Pana jak każda strona pracy magisterskiej studenta. Jakakolwiek kartka zaginie, nie będzie kompletu. Dbajmy o siebie nawzajem i pozwólmy się odnaleźć Jezusowi, gdy przyjdzie nam do głowy gdzieś się zawieruszyć. 

Homilia z dzisiaj do posłuchania poniżej. Serdecznie zapraszam i niech Pan Was błogosławi. ks. Cezary




II NIEDZIELA ADWENTU - ROK B - 10.12.2017

BUT NOT YET... NOT YET
Mk 1, 1-8
Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego.
Jak jest napisane u proroka Izajasza: «oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki», wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. i tak głosił: «idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, on zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym».

Uważajcie, znaczące tyle, co miejcie oczy szeroko otwarte oraz czuwajcie, czyli dosłowniej nie śpijcie, bądźcie bezsenni, to zasadnicze wezwania adwentowe będące treścią fragmentu Ewangelii rozważanej w ostatnią niedzielę. Tak więc przygotowując się do powtórnego przyjścia Pana próbujemy zamknąć oczy i nasze serca na to, co od Boga oddziela a otworzyć na wszystko to, co do Niego zbliża. Próbujemy również obudzić się z tego, w czym zasnęliśmy jako chrześcijanie i jako uczniowie Jezusa. Oto sens aktywnego czuwania i oczekiwania na powtórne przyjście Pana na końcu czasów, lub na końcu mojego czasu. Przeżyty w tym sensie i wymiarze Adwent staje się autentyczną szkołą całego chrześcijańskiego życia oraz prowadzi do spotkania z przychodzącym do nas Jezusem w Świętach Bożego Narodzenia. Tylko takie Święta mają sens. Jezus na nowo obecny w moim życiu, w moich relacjach, w moim sercu. Nie wiemy kiedy, ale na pewno Pan powróci. Św. Piotr w drugim dzisiejszym czytaniu wyjaśnia, że „nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy – jak niektórzy są przekonani, że Pan zwleka – ale on jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich chce doprowadzić do nawrócenia”. Tak więc obietnica i zapowiedź jest dana i będzie zrealizowana, ale Jezus pragnie, aby każdy z nas był gotowy na ten moment spotkania i sądu.  Co by było, gdyby Pan przyszedł właśnie teraz? Może byłbym zgubiony. A tymczasem otrzymałem kolejny Adwent, kolejną szansę, więcej czasu aby się przebudzić, otworzyć oczy i serce. Kolejne wezwanie adwentowe i życiowe, albo inaczej, to samo, tylko inaczej ujęte pojawia się w dzisiejszej liturgii słowa. Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki, to Izajaszowa zachęta cytowana przez św. Marka. W dawnych czasach nie było dróg łączących poszczególne miejscowości tak jak to dzisiaj mamy. To Rzymianie byli prekursorami ich powstania. Kiedy król lub jakaś znacząca osoba miała przybyć do jakiegoś miejsca, wówczas starano się wytyczyć szlak lub trakt, który ułatwiłby dotarcie do celu. Mieszkańcy żyjący w okolicach widząc podejmowane wysiłki, aby powstała namiastka drogi byli pewni, że ktoś nieprzeciętny ich nawiedzi. To był bardzo czytelny znak i dowód być może na podane wcześniej do wiadomości informacje i obietnice. Izajasz, a właściwie Deutero-Izajasz  w tym proroctwie wyraża myśl, że żyjący w niewoli babilońskiej Izraelici mogą być pewni wyzwolenia, zmiany, która nadchodzi, życia, które powraca, domu, do którego niebawem wrócą. Co więcej, mogą być pewni, że czas niecierpliwości i kary Bożej się kończy, że Bóg daje im kolejną szansę, że w pewnym sensie pragnie odnowić zawarte z nimi przymierze. Tak więc Izajaszowe wezwanie do prostowania dróg jest potwierdzeniem dla Izraelitów, że ten wspaniały powrót ich Boga nie jest wymysłem i mrzonką, ale rzeczywistością, która niebawem zostanie zrealizowana. Podobnie rzecz się ma z tym Głosem wołającym na pustyni, czyli Janem Chrzcicielem, który nawoływał: „przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki”. Z jednej strony więc on sam i jego nawoływanie są niezaprzeczalnym dowodem, znakiem i zapowiedzią tego, że już Mesjasz jest blisko, ze nadchodzi, że spełniają się obietnice proroków. Z drugiej zaś strony Jan Chrzciciel wzywa do nawrócenia jako przemiany sposobu myślenia i zmiany kierunku drogi życia tak, aby idące Zbawienie dotarło do mojego serca i wypełniło je bez reszty. „Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy”, to znaczy każdy bez wyjątku maił szansę, nikt nie był wykluczony, żadna sytuacja życia lub grzech nie mogły być przeszkodą dla przyjęcia wybawienia. To co czynił Jan Chrzciciel było zapowiedzią i przygotowaniem, było przedsionkiem domu, którym był i jest Mesjasz Pan. Dlatego Jan przyznaje, że idzie za nim mocniejszy ode niego, a on nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Najniższa z czynności wykonywanej przez sługę. Tak, Jan znał swoje miejsce i wiedział kim jest, Kogo zapowiada i jaka jest jego rola. Potwierdza to słowami: „Ja chrzciłem was wodą, on zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym”. On jest tym, który tworzy budulec człowieczy z wody i prochu ziemi, ale tym, który go ożywi, który tchnie w niego nowe i w ogóle życie jest idący za nim Mesjasz Pan, który z Ojcem i Duchem jednym są. Puentą tego rozważania niech zatem staną się pierwsze słowa dzisiejszego fragmentu Ewangelii: „Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego”. Arche, grecki termin, który można przetłumaczyć nie tylko jako początek, lecz również jako fundament albo kamień węgielny całej konstrukcji. Tak więc św. Marek przedstawia czytelnikowi Fundament Dobrej Nowiny - Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Innymi słowy, to Jezus jest Dobrą Nowiną, która daje światu i człowiekowi życie i wszystko, bo jest Synem Boga, który choć odrzucony przez swoich nadal pragnie się narodzić w stajni mego serca i życia. 

Homilia z II Niedzieli Adwentu do posłuchania poniżej. Serdecznie zapraszam i niech Dobry Pan Was błogosławi. ks. Cezary




NIEPOKALANE POCZĘCIE NAJŚWIĘTSZE MARYI PANNY - UROCZYSTOŚĆ - 08.12.2017

KAŻDE TAK POWIEDZIANE BOGU ZAPALA ŚWIATŁO I RODZI ŻYCIE. A WSZYSTKO NA WZÓR MARYI NIEPOKALANIE POCZĘTEJ.






Serdecznie zapraszam do posłuchania homilii z dzisiejszej Uroczystości.  Niech Dobry Pan Wam błogosławi a Maryja niech nas wspomaga w walce z grzechem. Pozdrawiam, ks. Cezary



ŚRODA - 06.12.2017

POWIADAJĄ, ŻE MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ - NA KOGO CZEKAM...

Mt 15, 29-37
Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. i przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u Jego stóp, a on ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się, widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. i wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: «Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają, co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby ktoś nie zasłabł w drodze». Na to rzekli Mu uczniowie: «Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić tak wielki tłum?» Jezus zapytał ich: «ile macie chlebów?» Odpowiedzieli: «Siedem i parę rybek». A gdy polecił tłumowi usiąść na ziemi, wziął siedem chlebów i ryby i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.

W pierwszą niedzielę tegorocznego Adwentu pytaliśmy się siebie, między innymi oczywiście, o to w czym zasnęliśmy jako uczniowie Jezusa w drodze chrześcijańskiego życia i do czego mamy się obudzić. W czytanym i rozważanym tego dnia fragmencie Ewangelii Jezus mówił: uważajcie, czuwajcie, czterokrotnie powtarzając tę zachętę. Dosłowniej brzmi ona: nie śpijcie, bądźcie bezsenni. Natomiast pierwsze wezwanie Pana w tym fragmencie: uważajcie, znaczy tyle, co miejcie oczy szeroko otwarte. Gdy człowiek śpi długo, to proces przebudzenia nie jest łatwy. Powoli otwieramy oczy serca, aby dostrzec obecność Jezusa w naszym życiu, w sakramentach i w drugim człowieku, otwieramy nasze uszy na Jego Słowo, budzimy w sobie tęsknotę za Chlebem Życia. Wczorajsze teksty liturgiczne przywróciły nam prawdziwy obraz Mesjasza, Króla Izraela i wszystkich narodów, pełnego Ducha Bożego, całkowicie posłusznego woli Ojca, kierującego się sprawiedliwością i miłością, obdarzającego pokojem. W dzisiejszym tekście Izajasz uzupełni ten obraz Mesjasza. Spójrzmy jak to prorocze słowo Izajasza się realizuje. Golgota to góra na której nasz Pan oddaje swoje życie za zbawienie świata i rozrywa pęta śmierci. Niszcząc ją przywraca życie. Zasłona przybytku odgradzająca najświętsze miejsce w świątyni jerozolimskiej zostaje zerwana. Od tej pory każdy bez wyjątku ma dostęp do Boga i do życia.  Ten właśnie Bóg wyciągający dłoń zbawienia i wybawienia w stronę każdego człowieka, zaprasza go na ucztę, do stołu, przy którym pragnie go nakarmić najpożywniejszym mięsem i napoić najwyborniejszym winem. Czyż Ciało Pana nie jest najpożywniejsze a  Jego Krew najwyborniejsza? Dlatego w dzisiejszym fragmencie Ewangelii widzimy Jezusa, który pełen troski i miłości karmi ludzi słuchających Go i trwających przy Nim. Najpierw ich uzdrawia a potem nasyca. To wydarzenie było zapowiedzią czegoś o wiele mocniejszego i niewiarygodnego. Obecny w Eucharystii Jezus karmi, nasyca, uzdrawia, przemienia i zbawia. Taki jest nasz Pan. Taki jest Mesjasz i Zbawiciel nasz. Jakiego Pana oczekuję, taki do mnie przyjdzie. 

Homilia z dzisiaj do posłuchania poniżej. Serdecznie zapraszam a Pan niech Wam błogosławi. ks. Cezary



WTOREK - 05.12.2017

JEZUS Z OBRAZKA Z BROKATEM CZY MESJASZ PAN
Łk 10, 21-24
Jezus rozradował się w duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko ojciec; ani kim jest ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić». Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: «Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli».

Skoro Adwent jest czasem czujności i oczekiwania, to warto zdać sobie sprawę z tego na co lub na kogo czekamy. Możemy się bowiem ogromnie rozczarować, gdyż cały wysiłek włożony w przeżycie Adwentu, który jest tak naprawdę szkołą chrześcijańskiego życia, spełznie na niczym. Pan do nas nie przyjdzie, bo takiego Boga nie ma. Nasze zaś kroczenie ku Niemu nigdy nie osiągnie celu, gdyż Bóg według naszych wyobrażeń nie istnieje. Jaki obraz Jezusa - Mesjasza nosimy w sobie? Czy nie jest to często ten z obrazków słodki Jezusek oblepiony brokatem i mający spełniać nasze człowiecze zachcianki? Albo ten cudowny bobasek owinięty w pieluszki, któremu śpiewamy kołysanki i mamy nadzieję, że nie stanie się mężczyzną, który wypełni wolę swego Ojca? Albo powielimy błąd Izraelitów, którzy choć bardzo dobrze znali wszystkie proroctwa dotyczące Mesjasza nie rozpoznali Jego przyjścia i minęli się Zbawicielem. Otóż prorok Izajasz w pierwszym dzisiejszym czytaniu zapowiada Mesjasza, który będzie królewskiego rodu, potomkiem Dawida. Różdżka z pnia Jessego to właśnie On, gdyż Dawid był synem Jessego a Jezus pochodzi z rodu Dawida. Mesjasz będzie przeniknięty Duchem Bożym, z którym stanowi jedno wraz z Bogiem Ojcem. Prawda o Trójcy Świętej Izajaszowi nie była jeszcze objawiona i znana, ale Jezus jako Syn Boga jest pełen Jego Ducha. Zapowiadany przez Izajasza Mesjasz upodoba sobie w bojaźni Pańskiej, czyli w synowskim oddaniu wyrażającym się w miłości i posłuszeństwie woli Ojca. Jezus tę wolę Ojca zrealizował i wypełnił w sposób doskonały, przyjmując ogrom cierpienia i oddając życie na krzyżu za zbawienie każdego z nas. To zbawienie dokonało się właśnie w mocy Jego posłuszeństwa. Ten wyczekiwany Mesjasz będzie sprawiedliwy i będzie patrzył na świat i człowieka inaczej niż my to czynimy. Żadne pozory, żadne plotki i układziki tylko czysta miłość i znajomość serca ludzkiego. Będzie wierny nawet wtedy, gdy człowiek zawiedzie a  żyjąc w relacji z Nim każdy będzie wypełniony pokojem w swoim wnętrzu. Taki Mesjasz stoi u drzwi mego serca a Adwent jest klamką i kluczem do zamka. Naciśnie klamkę i przekręci klucz w zamku tylko ten, kto zaufa, zawierzy i pokocha jak dziecko. Nie jak prostak, lecz jak prostaczek, który sercem przylgnie do Pana i całkowicie w swej niemocy zda się na Niego. To nie moja mądrość i zaradność przyniesie mi wolność, uzdrowienie i zbawienie, ale Pan, którego szczęściem i radością jest moje szczęście. Żeby tylko się nie minąć z tym prawdziwym Mesjaszem. 
Homilia z dzisiaj do posłuchania poniżej. Serdecznie zapraszam i niech Pan Was błogosławi. ks. Cezary




I NIEDZIELA ADWENTU - ROK B - 03.12.2017

OTWORZYĆ OCZY I BYĆ OBUDZONYM...
Mk 13, 33-37
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. zostawił swój dom, powierzył swym sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, do wszystkich mówię: Czuwajcie!»

Kolejny już raz w naszym życiu rozpoczynamy w Liturgii Kościoła piękny okres nazywany adwentem. Samo słowo adwent pochodzi z języka łacińskiego adventus i znaczy tyle co przyjście. Chodzi oczywiście o to przyjście Jezusa w Świętach Bożego Narodzenia do naszych serc i naszego życia, ale też o to przyjście Pana na końcu czasów lub końcu mojego czasu. Adwent podzielony jest na dwie części: do 17 grudnia Liturgia i Słowo Boże rozważane w Kościele koncentruje się na tym ostatecznym przyjściu Pana w czasie paruzji. Od 17 zaś grudnia przygotowujemy się na przeżycie pamiątki narodzin Pana, jako naszego Zbawiciela. Ale jest jeszcze jeden aspekt przychodzenia... To jest to nasze wyruszenie w drogę ku Chrystusowi, który nadchodzi. Na tym chyba właśnie polega przeżycie Adwentu. Nie czekam biernie aż ktoś mnie nawiedzi, ale sam wstaję z miejsca i podążam w stronę Zbawienia i Zbawiciela. Na tym też polega czuwanie i oczekiwanie adwentowe, do którego wzywa nas choćby dzisiejsze Słowo Ewangelii. W kilku zaledwie zdaniach Pan aż cztery razy wzywa swoich uczniów do czujności. Czuwajcie, czyli dosłowniej nie śpijcie, bądźcie bezsenni. Natomiast pierwsze wezwanie Pana w tym fragmencie: uważajcie, znaczy tyle, co miejcie oczy szeroko otwarte. Już w samym użyciu tych czasowników przebija moc, aktywność i dynamika postawy ucznia Jezusa, który całym swoim życiem odpowiada na łaski i dary jakie otrzymał od Boga.  Niech ten adwent uczy nas jak przeżywać całe swoje chrześcijańskie życie. Tak więc w czym zasnąłem ostatnio jako uczeń Jezusa, czyli z czego powinienem się obudzić, aby tym zacząć żyć na nowo. Może skostniałem w moich relacjach do Boga i drugiego człowieka, porzucając postawę miłości i służy. Może zasnąłem przed ołtarzem i już od dłuższego czasu nie zapraszam Jezusa w Eucharystii, bo zamarłem przy konfesjonale, być może z powodu lęku albo lenistwa i niedbalstwa duchowego. Może śpię przy ambonie, gdzie czyta się i głosi Słowo Boże i jestem jak ta gleba, która nie przynosi żadnego już owocu. Może zasnąłem w relacji do dzieci, które zwyczajnie tęsknią za mną. Może śpię i nie dostrzegam jak moi rodzice wypatrują mnie lub czekają na jakąkolwiek wiadomość ode mnie. Czuwać i oczekiwać to po prostu albo aż obudzić się i zacząć żyć jak człowiek i jak  uczeń Jezusa. Tym bardziej, że jak słyszymy w dzisiejszym fragmencie Ewangelii, Pan nasz udał się w podróż, ale powróci. Nie wiemy kiedy, ale na pewno powróci. Pod Jego nieobecność to my opiekujemy się Jego domem i dbamy o Jego minie. Każdy ma swoje, przydzielone mu zadanie do wykonania. Ktoś jest matką, ojcem, księdzem, budowlańcem, lekarzem itd. Każdy z nas ma pod opieką jakiś, a właściwie Jego dom do utrzymania, bo wszystko co mamy jest darem. A naszym wspólnym domem zostawionym nam pod opieką jest Jego Kościół. Niech adwent obudzi nas również do odpowiedzialności za powierzone nam dobra. Adwent to rzeczywiście wspaniała szkoła chrześcijańskich postaw. Pan nie tylko mówi do nas: Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie, ale dokładniej tłumacząc: kiedy pan domu przychodzi. Czas teraźniejszy ciągły użytego tutaj czasownika podkreśla, że nasz Pan nieustannie przychodzi. Każdego dnia chrześcijanin przeżywa swoisty adwent. Szkoda tylko, że tak niewielu chce się obudzić, aby z tej Jego obecności skorzystać, pozwalając Mu rodzić się w nędznej szopie człowieczego serca.

Homilia z dzisiaj do posłuchania poniżej. Serdecznie zapraszam i niech Dobry Pan Wam błogosławi. ks. Cezary



ŚRODA - 29.11.2017

UCZEŃ JEZUSA A NERON
Łk 21, 12-19
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».

Ktoś kiedyś powiedział, że Jezus był albo szaleńcem, albo Synem Bożym.  W posłuszeństwie woli Ojca oddał życie za każdego człowieka. Męka i cierpienie, które przyjął na siebie było niewyobrażalne, ale jeszcze większa była Jego miłość do Ojca i do każdego z nas. Autentyczny uczeń stara się naśladować swego Mistrza we wszystkim. Prawdziwi uczniowie Pana pragną żyć jak Jezus, mówić jak Jezus, czynić jak Jezus i kochać jak Jezus. Trzeba być głupim, szaleńcem, albo wierzącym, ufającym Panu i kochającym Go ponad wszystko, aby być również gotowym na cierpienie, odrzucenie, utratę dobrego imienia, oplucie i wyszydzenie ze względu na Niego samego, tak jak On był dla mnie gotowy. Więzienia służyły raczej jako miejsce przetrzymywania oskarżonych do czasu procesu, nie zaś jako miejsce odbywania kary. Do stosowanych wówczas kar należały kara śmierci, sprzedanie w niewolę, wygnanie, konfiskata majątku itd. Z powodu silnych więzi rodzinnych w tamtej kulturze, każde odejście traktowano jako zdradę. Co dopiero mówić o głoszeniu Ewangelii w imię jakiegoś Jezusa. W 64 roku, a więc jakieś dwadzieścia lat przed powstaniem Ewangelii wg św. Łukasza, z rąk Nerona zginęły śmiercią męczeńską tysiące chrześcijan. Nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło, aby ich ocalić, włosy z głów pospadały, ale przez swoją wytrwałość i niezłomność ocalili swoje życie. Ich świadectwo wiary zaś poruszyło zapewne niejedno serce otwierając je na zbawienie w Jezusie Chrystusie. Prawdziwy uczeń Chrystusa zwykle bywa wyrzutem sumienia dla tych pośród których żyje. A ponieważ gryzące sumienie staje się uciążliwe, to trzeba je zagłuszyć, uśpić albo uciszyć. Stąd rodzi się prześladowanie idących drogą Ewangelii przez życie. Wytykanie palcami, ośmieszanie, pogarda itd., to tylko niektóre reakcje na chrześcijański styl bycia w tym świecie. Najlepiej takiego kogoś wchłonąć tak, aby krakał jak inne pogubione wrony. Ale Pan nie zostawia swoich wyznawców samych sobie. „Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić”. Ta mądrość to moc Ducha Świętego, który jako Paraklet, Obrońca, Adwokat umacnia nas do składania świadectwa wierze, uświęca i prowadzi. Tak, potrzebna jest moja wytrwałość, aby mój Neron też został dotknięty łaską i był zbawiony.

Homilia z dzisiaj do posłuchania poniżej. Serdecznie zapraszam i Dobry Pan niech Wam i Was błogosławi. ks. Cezary



WTOREK - 28.11.2017

NIE PYTAM KIEDY, ALE JAK...
Łk 21, 5-11
Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony». Zapytali Go: «Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy to się dziać zacznie?» Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „To ja jestem” oraz „Nadszedł czas”. Nie podążajcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec». Wtedy mówił do nich: «Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Wystąpią silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie».

Historia i dzieje związane ze świątynią w Jerozolimie są bardzo bogate i burzliwe. Dość wspomnieć, że Cyrus, król Persji, który zwyciężył biblijnego Baltazara, pozwolił wrócić Izraelitom z niewoli babilońskiej zezwalając również na odbudowę świątyni  i samej Jerozolimy. Miał w tym pewien interes, ale i tak znany był z tolerancji i sprawiedliwości. Żydzi głęboko wierzyli, że świątynia jest miejscem chwały Bożej i że tutaj właśnie jest centrum królowania i panowania Boga. Dlatego budowla ta była jedną z najbardziej okazałych w starożytności. Wydawało się, że jest wieczna i niezniszczalna. Tak samo ludzie myśleli o Tytanicu.  Słowa więc Jezusa przepowiadające zniszczenie świątyni musiały wywrzeć ogromne wrażenie na słuchaczach oraz niedowierzanie. Proroctwo Pana realizuje się w 70 roku, kiedy to Rzymianie niszczą wszystko. Można się rozpisywać nad zagadnieniem dotyczącym przyczyn upadku Jerozolimy. Może była to zwykła konsekwencja i skutek upadku moralnego samych Izraelitów, którzy zbyt daleko odeszli od swojego Boga i uczynili tę świątynię z kamienia i tę swoich serc jaskinią zbójców. Podobnie zapewne będzie z końcem czasów i końcem czasu człowieka żyjącego na tym świecie. Nie to jest ważne kiedy on nastąpi. Wiemy tylko, że nastąpi, gdyż wielokrotnie Pan głosząc Ewangelię zapowiada powtórne swoje przyjście na końcu czasów. Chrystus Pan nie podaje zatem żadnej daty ani nawet wskazówki, dzięki której moglibyśmy sobie coś na ten temat wykalkulować. Jedyne czego pragnie dla nas Pan i o to się troszczy i zabiega, to nasza gotowość. Żadne drogie kamienie, biżuterie, fatałaszki, blichtr i najpiękniejsza nawet fasada. Żadni fałszywi prorocy zapowiadający jakikolwiek koniec czegokolwiek. Żaden lęk, niepokój czy strach. Wszystko bowiem jest w ręku Boga, który jest jedynym Panem, Reżyserem dziejów świata i scenarzystą. Trwanie w posłuszeństwie woli Pana, wierność, zawierzenie, ufność i miłość pozwoli uratować od zniszczenia i upadku świątynię naszego człowieczeństwa i tych sypiących się już wokół nas. Nie pytam więc kiedy, ale jak wykorzystać swój czas.  

Homilia z dzisiaj poniżej. Serdecznie zapraszam i niech Pan Was błogosławi. ks. Cezary


XXXIV NIEDZIELA - 26.11.2017 - UROCZYSTOŚĆ JEZUSA CHRYSTUSA KRÓLA WSZECHŚWIATA

MOIM ADWOKATEM MOJE MIŁOSIERDZIE
Mt 25, 31-46
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie”. Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”. I pójdą ci na wieczną karę, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».

Słuchając dzisiejszej przypowieści o sądzie ostatecznym warto wrócić do jednej myśli z poprzedniego tygodnia. Dotyczyła ona tego wspaniałego tryptyku obecnego w 25 rozdziale Ewangelii według św. Mateusza. Autor zawarł w nim trzy przypowieści Jezusa. Pierwsza, to obraz panien mądrych i głupich, które czekają na oblubieńca. Tylko te, które mają wystarczający zapas oliwy wchodzą na ucztę. Gdy pochodnia naszego człowieczeństwa płonie, drzwi się otwierają, albo inaczej, nie zatrzaskują się przed nami. Źródłem płomienia zaś jest oliwa, czyli treść naszego serca; wiara jako zawierzenie, miłość Boga i człowieka, zaufanie do Pana i tęsknota za Nim, głęboka więź i relacja z Jezusem. Wszelkie dobro, które nas wypełnia i przenika jest darem. Tak naprawdę niczego sami z siebie nie jesteśmy w stanie wykrzesać, ale możemy to otrzymane dobro pomnożyć. Oliwa sama z siebie nie wypełni lampy naszego serca i człowieczeństwa. Nie da się jej kupić, albo od kogoś pożyczyć. Druga zatem przypowieść, ta o talentach, rozważana tydzień temu, zachęca nas do radosnego i uszczęśliwiającego wysiłku, aby tę oliwę pomnożyć w sobie na tyle, by jej nie zabrakło w dniu, kiedy Pan przyjdzie. I to nie tylko na końcu czasów, ale na końcu mojego czasu, lub w każdej chwili Jego obecności w moim tu i teraz. Tak więc dzisiejsza i zarazem trzecia przypowieść z 25 rozdziału Mateuszowej Ewangelii stawia przed nami konkretny wymiar tej troski o zapas oliwy. Jest nią oczywiście drugi człowiek. Już nie tylko mój brat w Chrystusie, ale każdy bez wyjątku człowiek. Pan bowiem mówi, że zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, każdy człowiek, nawet ten nieznający Pana. I może się okazać, że w gronie owiec po prawej stronie Króla znajdą się ci, którzy usłużyli Mu nawet o tym nie wiedząc. My zaś... wiedząc, nie zrobiliśmy nic, albo niewiele, bo nasza pobożność ograniczyła się tylko do długich i pięknych modlitw, poświęconych jajek, lub wystrojonych choinek, ale na to, aby pojednać się z nim czy z nią zabrakło wiary. Oliwa się wyczerpuje. Być może to niesprawiedliwe, ale komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie. Zakończę więc to rozważanie, aby mieć więcej czasu na znalezienie Jezusa w drugim, potrzebującym człowieku. Może rozpocząć od tych, których mam na wyciągnięcie ręki. Gdy w codzienności będę w nich widział cierpiącego Jezusa, w drugim kroku moje serce szybciej otworzy się na innych. Dobra. Do roboty, bo Pan w nim lub w niej czeka na mnie. Niech miłosierdzie, to uczynione, będzie moim adwokatem na sądzie.

Homilia z dzisiejszej Uroczystości do posłuchania poniżej. Niech Pan Wam błogosławi. ks. Cezary