PIĄTEK - 11.08.2017

Mt 16, 24-28
Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?
Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego w królestwie swoim».


Usłyszane dzisiaj słowa Jezusa zostały wypowiedziane zaraz po tym, jak Piotr wziął Pana na bok i czynił Mu wyrzuty, życząc sobie i innym, by ani cierpienie ani śmierć nie przyszły na Niego. Konsekwencją tego i fakt zmartwychwstania, czyli zwycięstwa Jezusa nad grzechem, śmiercią właśnie i szatanem. Jezus wraz z uczniami był w drodze do Jerozolimy. Było już niedaleko. Dlatego przygotowywał ich na moment krzyża opromienionego chwałą. Uczniowie wraz z Piotrem mają oczywiście swoją wizję Mesjasza, wyzwoliciela Żydów spod okupacji Rzymu. Nie rozumieją słów Chrystusa. A On zmuszony jest zgromić Piotra za to, że myśli po ludzku a nie po Bożemu. „Idź precz szatanie, bo…” Ależ to musiało zaboleć.  Skutkiem tego jest dzisiejszy fragment Ewangelii. Nie dość, że krzyż i śmierć nie ominą Jego samego, to ci, którzy zadeklarowali się być Jego uczniami pójdą taką samą drogą, albo bardzo zbliżoną. Naśladować Pana w dźwiganiu krzyża to najpierw wytrwać, nie dać się złamać i nie poddać się w realizacji i wypełnianiu Bożej woli. To być mężnym wyznawcą Chrystusa i głoszonej przez Niego Dobrej Nowiny. Świat nie tylko dzisiejszy, ale ten z wczoraj i jutra szaleje na punkcie chrześcijan. Nawet jeśli nie może ich wybić co do jednego, to chociaż sponiewierać, wyśmiać, podstawić nogę albo wsączyć zwątpienie. Dobrze, że żyjemy po drugiej stronie Golgoty. Mamy pewność zwycięstwa w Zmartwychwstałym i żyjącym Jezusie oraz Duchu, którego nam dał. Idąc codzienną drogą ku Jego Królestwu napotkamy zapewne niejedną Golgotę, na którą trzeba się będzie wdrapać, aby z niej zejść. Może nie mam racji, ale chyba nie do końca idzie o to, by oblepiać się pobożnymi znaczkami wpiętymi w klapę marynarki, albo epatować „świętymi” napisami na koszulkach. Ok, to niech też będzie, ale bardziej chyba idzie o to, aby swoją postawą, wyborami, podejściem do innych ludzi realizować autentyczne chrześcijaństwo. Żyć w duchu i duchem Ewangelii to rzeczywiście ogromne wyzwanie. I być może dlatego Jezus odwrócił się w stronę uczniów i powiedział: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. Naśladuje w tej wierności powołaniu, w realizacji woli Ojca do końca, w byciu świadkiem, w drodze na Golgotę, gdzie tylko kilka osób w całym tłumie gapiów było przychylnych Jezusowi. Naśladuje w miłowaniu i przebaczaniu, krótko mówiąc, w budowaniu Bożego Królestwa w sobie i wokół siebie. Gdy tylko spróbujemy przyjdą burze, ataki i nawałnice, ale ten dom będzie stał, bo na Skale przecież go postawimy. Kiedyś usłyszałem takie słowa: „Krzyż trzeba nieść z godnością a nie wlec go za sobą”. To ciekawe, gdyż w tym sensie naszego rozważania, krzyż bycia chrześcijaninem jest radością i wyzwoleniem dla mnie oraz tłumu gapiów, w którym znajdzie się tylko kilka przychylnych osób. A zatem głowa do góry i do przodu. Wystarczy ci mojej łaski, obiecuje Jezus!

Albo coś do posłuchania. Homilia z dnia. Pozdrawiam serdecznie ks. cezary.

                                                             

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza